Archive for the 'przepisy' Category

słodkie brownie

U rosmy w linkach wyczaiłem bogatego bloga o pieczeniu ciast.

Dzieciak stwierdził mi ostatnio że chce normalny obiad a nie pudding 😦 to się nie zrealizowałem kulinarnie, dlatego dziś porzucając robotę bez końca nr4 wymknąłem się do kuchni.

Oryginalny przepis robiący mi za natchnienie jest tutaj ja oczywiście (w końcu od czego jest kuchnia) improwizowałem.

W sumie to tylko niewielką wariację wykonałem raptem trochę  więcejczekolady (o pół tabliczki), kasia zamiast masła i zielony grejpfrut plus gruszka zamiast truskawek. Grejpfrut odmiana jego przodka o nazwie POMELO taki bez goryczy i smaku 😉 obrałem z pancernej skórki, poszarpałem na kawałeczki, gruszka mała obrana i pokrojona w cząsteczki (owoców było zdecydowanie więcej niż w przepisie).

Jak raz będzie do kawki … czekam aż się upiecze to strzelę fotkę i będę pisał dalej.

Podobno to seksownie czekoladowe ciasto 🙂

brownie by niedoszły bibliotekarz

brownie by niedoszły bibliotekarz

fota strzelona ale problem z kartą w aparacie wstrzymał mnie dwa dni z dopisaniem reszty tekstu. Ciasto fajne wyszło, kleiste trochę, aromatyczne bo połowę aromatu rumowego dodałem 🙂

Fajnie się je robi ani razu nie ubrudziłem ręki, doskonałe ciasto dla tych co nie lubią grzebać się w jedzeniu.

Rewelacyjnie mało sprzątania jedna miska i forma do pieczenia 🙂 No tak jeszcze z garnka co za łaźnię wodną robił wodę musiałem wylać oraz nóż i trzepaczkę trzeba doliczyć koniec, 5 elementów do mycia -z rewelacja.

wow wow auuuuu już zaczyna być moim ulubionym ciastem !

Następne ciasto potraktuję orzechami włoskimi, rodzynkami namoczonymi w spirytusie, oraz migdałami i być może orzechami brazylijskimi.

Godne polecenia 🙂

Reklamy

angielski pudding na obiad

Dziś zarwana nocka i szykuje się masa pracy przez weekend ale dla odstresowania zaplanowałem na  niedzielę obiad 🙂

Nie zraz, nie barszcz, nie flaki ani kiełbasa z kapustą a Pudding angielski według przepisu z Kalendarza Rodzinnego na rok zwyczajny 1879 strona 126.

Muszę jeszcze tylko funty, łuty i kwarty sprowadzić do jednostek układu SI i będę wiedział ile czego zakupić aby upiec pudding.

Dla leniwych przepis poniżej

Przepis z XIXw na pudding angielski

Przepis z XIXw na pudding angielski

Ciekawe jak to wyjdzie w smaku i skąd wyczaruję kwiat muszkatołowca?

promocja bibliotek

Oficjalnie zgłaszam propozycję z Wami czy bez i tak to zrobię :> bo jak mawiał tatko:

Umiesz liczyć, licz na siebie !

Zróbmy na potrzeby fundraisingu albo raczej promocji bibliotek, wspólną biblioteczną książkę kucharską! Udostępnimy ją w formie e-booka z możliwością wydruku.  Moim zdaniem to fajna koncepcja, zwłaszcza dla mniejszych bibliotek gminnych np. jako prezentówka dla osób zasłużonych w działaniach dla biblioteki (można np.  łatwo wstawić imienną drukowaną dedykację cała okolica będzie zazdrościć posiadaczowi unikalnej książki, a i wnukom będzie miał co pokazywać)

Ma ktoś jakiś fajny i małoabsorbujący regionalny przepis na drugie danie? proszę podsyłać arek@bibliotekarz.com

Roboczy tytuł książki (pierwszy jaki przyszedł do głowy) „Bibliotekarskie obiady” 🙂 oczekuję na jakąś lepszą propozycję.

Podejmuję się  roli redaktora,  składacza, oraz innych „technicznych” funkcji jak również koordynatora projektu, poza korektorem (ktoś się zgłasza?) :> ze względów stałym czytelnikom wiadomych :).

Udostępnię własne przepisy na potrzeby tego wiekopomnego bibliotecznego dzieła :D. Co więcej jak mi się jakiś podesłany przepis spodoba to obiecuję że przećwiczę własnoręcznie, sprawdzę jak smakuje i sfotografuję w przypadku braku fotki 🙂

Chciałbym aby była duża różnorodność regionalna przepisów, bo to niewątpliwie uatrakcyjni treść książki, jako że tego bloga czytają ludzie w całym kraju to nie powinno być problemu z różnorodnością. Ideałem który bym chciał osiągnąć to każdy przepis z innej biblioteki, ale tego się raczej nie uda osiągnąć w założonym czasie.

Teraz trochę o koncepcji

  • czas zamknięcia realizacji projektu koniec września br.
  • koszt wyłącznie własny czas 🙂
  • format A5,
  • jedna strona 1 przepis,
  • treść przepisy na drugie dania obiadowe
  • zawartość na licencji CC BY NC
  • objętość wyjdzie w praniu ale żeby się dało wydrukować w każdej bibliotece 🙂
    • przyjmuję że zeszyt jakieś 64 strony,
    • ilość przepisów powiedzmy 58.
    • spis treści,
    • spis autorów
    • nadmiar na stronę reklamową (dla sponsora/podziękowania każda biblioteka umieści własną w swojej edycji)
  • Poszczególna strona przepisu zawiera
    • składniki
    • przepis wykonania,
    • foto potrawy,
    • informacje z jakiego regionu potrawa pochodzi,
    • link do strony/e-maila autora,
    • banner jaki chce wstawić autor przepisu.

Jakiś koncept pdf-a wstawię dziś, jutro 🙂

Czekam na inne pomysły odnośnie koncepcji i oczywiście przepisy 🙂 mam nadzieję że uda mi się was zaangażować w ta zabawę.

Wierzę że pomysł zadziała i będziecie chcieli brać w nim udział to może raz na kwartał powstaną kolejne wydania, ciasta, przetwory, albo tematycznie Wielkanoc, Wigilia….

pieczyste na śniadanko

Tak mnie naszło 🙂 o pieczystym napisać. Może kogoś „natchnie” taki obiad 🙂
Wczoraj było smaczne prosto z piekarnika buchające aromatem, a dziś na zimno również pyszne w smaku, więc podaję przepis na chyba najprostsze pieczyste w moim życiu 🙂

najprostsze pieczyste

najprostsze pieczyste

Składniki

  • dwie łyżki słodkiego sosu chili
  • łyżka musztardy sarepskiej
  • kopiasta łyżeczka soli
  • łyżka majeranku
  • trochę zestruganej gałki muszkatołowej
  • połowa białej cebuli
  • pecyna mięsa (słaby kilogram)
  • czosnek 1 ząbek
  • śmieci z ogórków konserwowych (marchewka cebulka itd)
  • smalec, olej

czosnek kroimy w słupki (+- 8 słupków) i wtykamy głęboko w nakłucia zrobione nożem w mięsiwie, w inne dziurki po nożu wtykamy śmiecie z ogórków konserwowych (chyba akurat latosie miałem pod ręką) też koło 10 nakłuć

w żaroodpornej misce mieszamy wszystko (cebulka zgrubnie pokrojona) poza tłuszczem i wsadzamy w to przygotowane mięsko taplając z każdej strony

miskę wsadzamy na dobę do lodówki, niech się marynuje mięsko w sosie

następnego dnia dokładamy do miski tłuszczyk, wstawiamy odkryte na godzinę, półtorej (w zależności od wielkości mięsa i pożądanego stanu wypieczenia) do piekarnika i gotowe 🙂 faktyczny czas pracy nad potrawą poniżej 10 minut tyle że poleżeć musi i piecze się mocną godzinę.

Oczywiście jako że ekonomicznym trzeba być 😉 na drugim poziomie upiekłem kartofelki z pieczarkami na blasze i dlatego widać je na focie w misce, gdzie po wczorajszym obiadku niezjedzona resztka wylądowała.

jajko w szklance – jak robię

Najcięższą sprawą przy robieniu jajka w szklance jest gospodarowanie czasem.

Jego ilość wyznacza wielkość jajka i pożądany stopień ścięcia. Dla przykładu jajka z supermarketu klasa A (te małe) wsadzam do wrzątku na 3,5 minuty z sekundnikiem! przy czym po wsadzeniu przykrywam pokrywką do czasu aż woda znów zacznie mocno buzować.

Moja procedura dochodzenia do perfekcyjnego jajka w szklance jest taka:

Najpierw szykuję wszystkie sprzęty i składniki bo potem nie ma no to czasu. Dla przykładu jajka, masło (prawdziwe bez żadnych tam tłuszczy roślinnych itd), szynka w takie kwadratowe słupki żeby można było je wetknąć w czarkę i zamoczyć w jajku albo  zamiast szynki trochę startego na drobniutko ostrego sera żółtego, albo bez dodatków w zależności na co masz ochotę, czasem szczypiorek albo cebulka, co kto lubi 🙂 Potrzebne są czarki (preferuje grubościenne bo lepiej trzymają ciepło), wolny zlew no i rondel do gotowania.

Wstawiam wodę w rondlu na gaz a do czarek nalewam wrzątku niech się nagrzewają.

Jak woda buzuje sypię garstkę soli żeby w przypadku pęknięcia nie wyciekło wszystko z jajka i wsadzam jajka do rondla, nakrywam pokrywką i gotuję właściwy do rozmiaru czas. W czasie gdy jajka się gotują to wylewam wodę z czarek i wkładam do nich masełko które się ładnie  rozpuszcza solę, pieprzę, gałkuję 😉 właśnie w tym czasie wkładam ser, szczypiorek, czy co tam chcę do czarek.

Po określonym czasie zabieram jajka z gazu i w rondlu szybko przelewam zimną wodą (żeby ładnie odchodziły) poczym lądują bez niczego w zlewie, a ja najszybciej jak się da, nie zważając na temperaturę ciach je nożem w pół i wygrzebuję wszystko ze środka do miseczki. Przy większej ilości warto napełniać po kolei miseczki bo jajka sobie dochodzą leżąc i czekając na wydłubanie (żeby nie było zdziwienia potem że są prawie na twardo w ostatniej misce), więc trzeba wbijać po jednym i wrócić do pierwszej miseczki z drugim jajkiem i napełniać dalej.

Ważne aby nie utracić temperatury bo wtedy smak nie jest już taki pełny.

i  to by było tyle odnośnie gotowania mega bomby cholesterolowej, ale jakiej smacznej 🙂

jajka w szklance

Będzie o telewizji a raczej o patencie jaki pokazali.

Jajka w szklance to jedna z potraw w której przyrządzaniu mam ambicję być dobry. Nie pytajcie czemu akurat taka, jedni są sosistami inni robią pierogi 😉 jeszcze inni ciasta, a ja męczę jajka w szklance 🙂

Ponieważ z braku czasu nie oglądam telewizji to i kuchnia TV stała się domeną córki choć to niezły program chwilami. Jakiś czas temu córka mnie się pyta, co jest bardziej odporne na gotowanie słoik czy szklanka ? hmm po nitce do kłębka i wyszło że widziała nowy sposób na jajka w szklance, taki aby się nie parzyć przy robieniu. Myślę sobie rób zobaczymy co wyjdzie. Patrzę potem hmm chyba coś nie bardzo bo zostawiła.

Cóż podjąłem próbę i ja. W głębszy rondel wlałem wody, wstawiłem szklankę i gotuję, jak woda buzuje wbiłem jajka do pustej szklanki  (nie uszkadzając żółtek) i czekam. Ciekawie to wygląda jak się białko ścina takie kłaczki rosną w oczach, pomieszałem trochę jak się zdawało że czas na to (to był błąd córki za szybko wymieszała, mój też, jeśli już to nie mieszać wcale chyba że chcecie omlet na parze :)).  No to potem sztampowo, masło, sól troszkę pieprzu i gałki odrobina, smak podobny do normalnej wersji, nawet niezły ale konsystencja nie ta :(. Więc następnego dnia podejście nr 2 rondel, woda, jajka, czekam nie mieszam i….. QPA szklanka pękła przy podstawie i po jajkach 😀

Więcej jajek w taki sposób nie robię nie warto.

Może kiedyś opiszę jak zrobić jajka w szklance tak żeby były naprawdę fajne 🙂 bo to dość prosta potrawa i smaczniusia.

wprawka przed niedzielą

No to tylko jedna poprawka 🙂 z tego przedmiotu co się martwiłem że będzie buba mam 4+ normalnie szok. Prowadzący dr uznał że skoro kod się waliduje poprawnie to jest poprawny, a podczas kursu faktycznie nie wspominał o pojedyńczych znacznikach XML-a jakie wstawił podczas egzaminu.

Gut jeszcze tylko jutro jeden egzamin formalny i mam wakacje! (tak pamiętam o poprawce ale bez stresu damy radę ;))

Jeśli dobrze wyliczyłem to mam już full fakultetów 🙂 i na przyszły rok to tylko jak coś extra się pojawi to wezmę dla przyjemności 🙂 nie z musu. A może skoncentruję się na pracy licencjackiej?

Chciałbym zrobić taką fajną jakąś, rozwojową żeby i magistra na niej oprzeć. Specjalizacja kierunkowa to w tym przypadku moim zdaniem jest dobry pomysł. Powiedzmy że teraz analiza kilku małych programów bibliotecznych a na magistra jeszcze kilku albo porównanie  rozwoju tych z licencjata? Hehe daleko idę myślami co ? Cóż szczerze mówiąc dziewczyny mnie na doktora wyganiają 🙂 Mam więc jakąś ścierzkę wytypowaną przez otoczenie, ale raczej chęci na jej realizację nie będzie, choć kto wie nauka jest uzależniająca. Jeśli dodamy do tego prawdę mówiącą że „im wyższy stopień tym łatwiej się uczyć” to kto wie jak się ta przygoda skończy 🙂

No tak popłynąłem znów 😉 miało być o wprawce przed niedzielnym obiadkiem 🙂 wczorajsze „ciacho” wyglądało jak poniżej

obiad :)

Ciastem półkruchym (na smalcu) wyłożyłem metalową miskę i podpiekłem 🙂 w środek poszło przesmażone z marchewką w talarki mięsko mielone (szynka). Poza marchewką z mięskiem przesmażyłem trochę cebulki i cukinii w kostkę. Potem jak załadowałem farsz wymieszany z białkami (pozostałymi z ciasta) do podpieczonego ciasta, nakryłem je z wierzchu pozostawionym w tym celu surowym ciastem i upiekłem do końca.

Miałem jeszcze zrobić krem z ugotowanego kalafiora i marchewki ale stwierdziłem że sam kalafior będzie lepiej pasował. Jedyne co muszę poprawić to ilość cukru w cieście bo to wyszło trochę za słodkie do kalafiora. Gdybym faktycznie zrobił jakiś sos na bazie gruszek, melona i daktyli to by było dobre na słodkość, ale do kalafiora było zdecydowanie za słodkie. Lubię mięsa w słodkiej oprawie ale np. nie wiedzieć czemu ryby na słodko już mi nie pasują.

Chmmm a może by tak sos rodzynkowo-orzechowo-indyjski zrobić w niedzielę? mam jeszcze trochę czasu do namysłu 🙂


__Z_m_i_a_n_a__ adresu bloga teraz prowadzę go pod adresem:

http://arek.bibliotekarz.com

Zagłosuj w Katalogu Bibilolubów

Głosuj na biblioteką w Katalogu Bibliotek
Głosuj w Katalogu Bibliotek

Miniblog z mojego twittera

Błąd: Twitter nie odpowiada. Poczekaj kilka minut i odśwież tą stronę.

Archiwum chronologiczne

Sierpień 2018
Pon W Śr C Pt S N
« Sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Foty biblioteczne ;)

RSS Ostatnio dodane książki w Antykwariacie Ekslibris

  • Błąd: kanał prawdopodobnie nie działa. Spróbuj ponownie później.

Wymiana buttonami :)





Czytelnicy :)


Reklamy