Posts Tagged 'niebezpieczne google'

sidewiki

jako że przygotowuję się do pisania pracy licencjackiej o googlu to męczę jego narzędzia i po długiej przerwie zainstalowałem sobie google toolbar. Przy jakiejś okazji wywalił mi ekran opisujący sidewiki i poruszył mnie dogłębnie 😀 Pomimo że to rozwiązanie ma już 3 miesiące dla mnie stało się kolejną nowością która znów odciągnęła mnie od układania szablonu pytań na jakiś czas.

Koncepcja jak dla mnie rewelacyjna prosta nie narzucająca się i dająca niespotykane możliwości tworzenia równoległego obiegu informacji do treści oficjalnych. Weźmy stronę Biblioteki Narodowej brak na niej możliwości komentowania informacji, wyrażania opinii ect. a mogło by się przydać. Jest to o tyle świetne rozwiązanie że dostępne bezpośrednio przy stronie która pobudza mnie do komentowania a zarazem nie daje możliwości ingerencji w mój komentarz przeciętnemu właścicielowi strony :>

Rozwiązanie to może być przydatne do różnych zastosowań ja przykładowo złożyłem prezydentowi i premierowi życzenia świąteczne albo może być również przydatne jak są problemy z komentarzami, np.  bloog.pl mnie nie lubi ;P i wywala w większości moje komentarze „w kosmos” więc na boku sobie mogę coś dopisać 🙂 a jeśli autor/ka bloga zechce to weźmie pod uwagę

i tyle zachwytów teraz o rzeczach smutniejszych

Istotne według mnie wady sidewiki

  1. ograniczony dostęp do grupy zarejestrowanych użytkowników googla
  2. kolejne źródło pozyskiwania informacji o użytkownikach które niekoniecznie chcieli udostępniać niebezpiecznemu google.
  3. istnieje możliwość wpływu na działanie sidewiki przez właściciela strony www co (moim zdaniem) obniża walory tego rozwiązania
  4. sprawa wracająca jak bumerang manipulowanie przez wielkie G informacją jeden filtr założony przez wielkie g i nagle się okazuje że zieloni jednak nie protestowali na stronie prezydent.pl przy użyciu sidewiki
  5. stosunkowo niewielka liczba polskojęzycznych użytkowników (wnioskuję na podstawie braku wpisów w sieci, przykładowo u prezydenta byłem jako trzeci piszący a u premiera jako jedyny)

To nie jest tak że to rozwiązania totalnie wysysa wiedzę o nas, ale teraz zwróćcie uwagę że wasze prywatne komentarze zostają ściśle przywiązane do logina w wielkim g, co jeszcze bardziej ułatwia szufladkowanie i monitorowanie waszych działań w sieci nie tylko wielkiemu g, ale również innym, vide mój google profil.Ile tam różnych informacji można zobaczyć 🙂 a co jak napiszę w komentarzu coś tak od serca i np. prezydent się obrazi i będą mnie ścigać z urzędu?

Służby mają wszystko podane gdzie pracuję, uczę się i mieszkam to łatwiejsze niż namierzyć anonima piszącego za pomocą karty zdrapki w dodatku przez jakieś proxy czy wręcz tor-a. Więc kogo złapią tego podającego się na tacy czy faktycznie czarny charakter?

Rodzi się pytanie jak teraz ustrzec dziecko przed niebezpieczeństwem utraty prywatności jakie funduje mu wielkie g? Poprzez łączenie swoich usług i ich udostępnianie wielkie g staje się bardzo niebezpieczne.

Kilka przydatnych linków związanych z sidewiki

Ciekawostką jest że w chrome link http://hop.bibliotekarz.com/t do kancelarii premiera jest mniej wiarygodny niż do wtyczek wordpressa 🙂 o czym informuje

Ostrzeżenie o przekierowaniu

Poprzednia strona próbuje Cię przekierować do adresu http://www.premier.gov.pl/.

Jeśli nie chcesz przechodzić na tę stronę, możesz powrócić na poprzednią stronę.

W przypadku stron google i wordpressa brak takiego ostrzeżenia 🙂

potrzebuję obrony

Kurcze potrzebuję obrony i to przed samym sobą 🙂

Właśnie wpadł mi kolejny niesamowity temat na pracę licencjacką ! Skoro wszystkie biblioteki mają mieć dostęp do internetu, to czemu nie napisać licencjata na temat:

Darmowe Internetowe narzędzia pracy dla małych bibliotek

Przydatność i nowatorstwo takiej pracy jest nie do zakwestionowania 🙂

Na szczęście zaczynam stygnąć co do tego pomysłu. Prozaiczna sprawa, po prostu ogrom tematu mnie poraża. To temat na książkę, nie na licencjat 😀

Zdecydowanie potrzebny mi ktoś z wiadrem lodowatej wody 😦 niech chłodzi moją gorącą głowę i broni przez porywaniem się z siatką na księżyc, bo co będzie jak go skradnę?

Ale pomarzyć zawsze warto, jaka to by była ciekawa praca. Chyba jednak porozmawiam o tym pomyśle z dr, bo może się mylę i wcale nie trzeba aż tak dogłębnie wchodzić w zagadnienie? Może wystarczy „wytyczyć szlak” bibliotekarzom w mojej pracy licencjackiej, a nie od razu budować instrukcję obsługi internetu.

Tia kolejna rozterka… skoro dokumenty edytowane online, to nie możemy ominąć wielkiego G, bo jego docs.google.com są darmowe,  faktycznie dobre i uzależniające, niestety dzięki nim google zna np. nasz budżet jeśli go zrobimy w jego arkuszu kalkulacyjnym.

Jakoś nie mogę zaakceptować wielkiego G jako symbionta, doceniam jego narzędzia, ale budzi moje lęki, moją paranoję i nie chciałbym zapewniać mu kolejnych niewolników, czy też gorących wyznawców.

A gdyby tak zaprzedać dusze diabłu i wręcz napisać pean:

„Zastosowanie darmowych narzędzi firmy Google Inc. w codziennej pracy biblioteki”.

Tak to doskonały dla mnie temat pracy licencjackiej.

ps.

Szanowna Pani dr proszę o uwzględnienie mojego pierwszeństwa jakby się któryś z czytelników pod natchnieniem tego bloga zgłosił się z takim tematem pracy w IINiSB UW  (echh… znów ta paranoja się odzywa, albo za wiele za mną, albo czas się leczyć? ) 😀

zarobić przy google

Byłem porozmawiać u złotego partnera googla o analyticsach, adsensach i adwordach. To była bardzo pouczająca rozmowa, sposób w jaki to wszystko się zazębia jest niesamowity. Możliwości konfiguracji co najmniej bogate itede, itepe.

Firma siedzi niczym w twierdzy 😉 furtka, recepcja budynku, winda na kartę magnetyczną, domofon na piętrze, idzie się zmęczyć pytając o drogę i przechodząc procedury bezpieczeństwa. A na końcu zasadzka wszystkiego raptem kilka pokoi, nic szczególnego poza komputerem do prezentacji na Ubuntu 🙂 Porozmawiałem sobie półtorej godziny i troszkę mi miły pan powyjaśniał. Popatrzyłem na spore statystyki, na to jak są zbudowane kampanie. Nie powiem chinole mają rację:

Jak nie możesz kogoś pokonać to się do niego przyłącz.

Skoro i tak jesteśmy skazani na google które pożera świat (np. 90% wyszukiwań w kraju, poza nim w Polsce się tylko niszowy netsprint ostał) to chyba się przyłączę do ich zwycięskiego pochodu, a potem choćby potop.

Czekam aż przyślą mi wzory umów o współpracę, bo nie ukrywam zainteresowało mnie to jak przy nich zarobić można.

a wczoraj w horoskopie googla mi napisali

Nie ma sensu trzymać się kurczowo przeszłości, to co było nie wróci, weź tylko doświadczenia, jakie otrzymałeś i idź na przód. Kieruj się głosem intuicji.

coś w tym jest…

szczęśliwy traf według wielkiego G

Dzisiaj w ramach pogłębiania wiedzy bawiłem się szczęśliwym trafem googla i jestem prawie szczęśliwy z mojego odkrycia 😀

Szczęśliwy traf jest niezmienny w czasie (przynajmniej klikanie przez 5 godzin wskazuje na tego samego szczęściarza)

Po kolei 🙂 zaczynając kolejny owocny dzień w pracy nr1 znalazłem stronkę o google a raczej jego ciekawostkach, opisywane adresy jako takie znałem w większości, ale nie wiedziałem że można je wywoływać z paska wyszukiwania w opisany poniżej sposób.

np. wpisując w googlarce google linux i klikając w guzik z napisem „szczęśliwy traf” lądujemy na stronie google.pl/linux wyszukującej  w zasobach linuxowych. Piszemy google black +  guzik  „szczęśliwy traf” zmienia nam ekran na czarny. Takie  i kilka innych podobnych „czarów” opisują w artykule oraz dowiązanych tekstach.

Jako ciekawski 😉 pobawiłem się trochę żeby poznać zasadę jak to działa.

  1. Strony po rozpoczynającym zapytanie google + drugie słowo ładują się te same a nie losowe w czasie
  2. google + biblioteka (biblioteki, bibliotekarka, bibliotekarki) przekierowują na artykuł z gazety o bibliotece googla
  3. google + bibliotekarz przekierowuje na spis bibliotek współpracujących z google books

Z porównania wyników wyszukiwania i „szczęśliwego trafu” wynika że wybierana jest pierwsza a nie jakaś losowa strona z wyników wyszukiwania!

Jako pracę domową zlecam wpisanie w polu zapytania google.pl słów google bibliotekarze i kliknięcie szczęśliwy traf 🙂

wynik jak dla mnie mnie zaskakujący ciekawe czy zaskoczył troszkę i was?

umowa z google

Chciałbym tak od innej strony podejść do umowy z google book search. To ile wielkie g płaci i to że zeskanował oraz udostępnia książki jest problemem, ale na o wiele szerszej płaszczyźnie niż się powszechnie mówi.

Jakoś do tej pory amerykanizacja życia mi nie przeszkadzała, może dlatego że bezpośrednio we mnie nie uderzała. Zawieranie jednak umowy ze mną, na prawie amerykańskim zwłaszcza wtedy gdy nawet o tym nic nie wiem (przykładem jest mój Brat który napisał kilka książek a o tej koncepcji nie wiedział), już mi się bardzo nie podoba. Do McDonalda nie chcę to nie chodzę, coli nie chcę to nie piję, a tu nie mam wyboru i dlatego twardo mówię że to jest ZŁE !!!

Jeżeli robię sobie zdjęcia przy piwie, skleję je w jakiś album i opublikuję w nadziei że ktoś za moją głupią gębę mi zapłaci, to nie wyrażam automatycznie zgody aby ktoś mój album zgrał na pendrajwy i w amerykańskim zadupiu górnym czerpał z tego zyski. To jest zbójecka  zasada bo skąd mam niby wiedzieć że on to tam publikuje bez mojej wiedzy (a skoro to moja gęba i praca to chcę mieć z niej korzyści), owszem jak zacznie robić kokosy na mojej głupiej gębie to się dowiem, ale przy całkiem sporej produkcji (jak na polskie warunki) to niestety nie.

Zwykła kultura (moim zdaniem) wymaga aby się spytać czy można coś użyć a potem używać. Choć w Ameryce chyba jest inna kultura. Zaczynam trochę rozumieć antyamerykańskie nastroje, jeśli wszędzie tak narzucają swoje prawo które jest ICH, a nie moim prawem.

Wracając do innego podejścia przyjmując że akceptuję zapłatę jaką daje google i że zgadzam się z ich umową pozostaje jeszcze problem (chyba etyczny po części) co stanie się z małymi wydawcami? co z jakąkolwiek uczciwą konkurencją? Czy MONOPOL jaki w ten sposób osiągnie google na słowo pisane nie zwróci się przeciwko całej ludzkości? Wielkie g nie dopuści konkurencji na rynek bo przecież jest komercją i to moim zdaniem pasożytniczą a nie symbiontem. Skoro małych nie będzie to co pozostanie? odgórnie sterowana kultura?

Myślę że Inkwizycja lub podobnie to słowo jakim będzie określane wielkie g w przyszłości. Ich obecne zachowania pokazują że są w stanie moralnym (o technicznym nawet nie ma co nawet  wspominać) wprowadzać treści zakazane. Co się stanie jak wielkie g wykończy drobnych wydawców? wymyślcie sobie sami. Popatrzcie na scenę alternatywną jest chwalona ma swoich odbiorców ale jakoś w TV jej nie ma, to samo się stanie z literaturą wielkie g będzie kreować swoich autorów tak jak MTV kreuje swoje gwiazdeczki a wszyscy co odstają od średniej lub są nieprawomyślni mają iść  do piachu.

nie widać kryzysu :)

Wczoraj właśnie rozmawiałem z Malinem o odwiedzalności i innych statystykach a tu dziś BIG BUM 5.17 mail że mam dokupić transferu bo się wykupiony 1 giga właśnie kończy. Rety toż to dopiero dwudziesty trzeci a giga transferu już poszło! i to na sam tekst i trochę obrazków? Bazę danych musiałem już powiększyć w listopadzie, teraz transfer….. pójde z torbami.

Skoro tak to sobie obejrzałem statystyki bibliotekarz.com i stwierdzam że nie ma kryzysu :> przynajmniej na blogu.

Odwiedzalność rośnie powolutku ale systematycznie. W pierwszych 3 miesiącach tego roku przekroczyła odwiedzalność z całego 2 półrocza 2008.

Oto trochę danych za 1 kwartał 2009

od google.analytics

Liczba odwiedzin witryny: 3 539

4 262 Odwiedziny
3 539 Bezwzględna liczba niepowtarzalnych użytkowników
7 834 Odsłony
1,84 Średnia liczba odsłon
00:01:40 Czas spędzony w witrynie
71,54% Współczynnik odrzuceń
81,39% Nowe odwiedziny

nie są to dobre informacje 😦 duża ilość odrzuceń wskazuje że strona nie zachęca do dalszego czytania czyli nie spełnia oczekiwań przychodzącego,  wskaźnik nowych odwiedzin mówi że stałych bywalców jest tylko 20%. Generalnie nie są to jakieś tragiczne wyniki ale wskazują jasno nad czym trzeba by popracować.

Z kolei uchin bazujacy na logach serwera (czyli dokładniejszy) wskazuje że plik podający rss-sy był pobrany w 1 kwartale 11639 razy zaś sam plik index.html 5026, pozostałe html-e zaś 11195 co daje dużą rozbieżność względem google.analytics :/

Co o tym sądzę napiszę w wakacje, jak porównam kilka miesięcy bo nie wierzę że ponad 65% ruchu na stronie to roboty które google filtruje, myślę  że to może być co innego :>

Zwraca uwagę dość wysoka liczba pobrań rss-sów muszę sprawdzić czy wynika z odpytywania co 5 minut czy ze sporej liczby czytelników.

Najczęściej szukane słówka

według google.analytics

1. bibliotekarz
2. „information literacy”
3. blogi bibliotekarzy
4. blogi biblioteczne
5. ksm grębków
6. bibliotekarka
7. dziewczyna estreichera
8. prowincjonalna nauczycielka
9. przetfurnia jedynek
10. znani bibliotekarze
11. dziennik biblioteki
12. pensja bibliotekarza
13. dziennik z blogów
14. sztuka stawiania baniek
15. plan cmentarza bródnowskiego
16. bibliotekarski dramat
17. bibliotekarz.com
18. dziennik biblioteczny
19. dziennik z blogow bibliotek
20. freemind instrukcja

według urchin

1.    bibliotekarz
2.    ksm grbkw
3.    blogi biblioteczne
4.    blogi bibliotekarzy
5.    dziennik z blogw
6.    prowincjonalna nauczycielka
7.    bibliotekarka
8.    mobbing w bibliotece uniwersyteckiej
9.    freemind instrukcja
10.    tydzie bibliotek 2009

błąd czy manipulacja tlumacz.google.com

zacznę od czarnowidztwa :]

Google czyta to co ty chcesz przeczytać skoro każesz sobie to tłumaczyć, ale jego tłumaczenie mówi tobie co masz przeczytać !!!

(a co jeśli pozycjonowanie stron w wyszukiwarce działa tak samo?)

Od jakiegoś czasu z lenistwa używam translate.google.com śmieszne narządko od dawna używane przez mieszkańców second life. To było stresujące jak oni sobie tłumaczyli teksty z hiszpańskiego na niemiecki a polskiego nie było dostępnego 😦 ale nie o second life chciałem.

Szukałem informacji o adresie internetowym World Digital Library (światowej biblioteki cyfrowej) co ma się otworzyć niebawem 21 kwietnia. Na stronach UNESCO znalazłem informację.

W oryginale wstęp do tej informacji brzmi:

UNESCO and 32 partner institutions will launch the World Digital Library, a Web site that features unique cultural materials from libraries and archives from around the world, at UNESCO Headquarters on 21 April. The site will include manuscripts, maps, rare books, films, sound recordings, and prints and photographs. It will provide unrestricted public access, free of charge, to this material.

zaś w tłumaczeniu google:

UNESCO i 32 instytucjach partnerskich rozpocznie Światowej Biblioteki Cyfrowej, witryny sieci Web, która została wyposażona w unikalne materiały kulturalnych z bibliotek i archiwów z całego świata, w siedzibie UNESCO w dniu 21 kwietnia. Strona będzie zawierać rękopisy, mapy, rzadkich książek, filmów, nagrań dźwiękowych oraz grafiki i fotografii. Zapewni ona powszechnie dostępny, bezpłatny, do tego materiału.

czyli w miarę zrozumiale i z domyślnym sensem

problem jaki spotkałem jednak nie wynika z tłumaczenia, bo słowo Qatar ma się nijak do słowa Polska.

manipulacja czy błędne tłumaczenie google?

manipulacja czy błędne tłumaczenie google?

Więc rodzi się pytanie czemu słowo Polska występuje w miejscu słowa Qatar?

tłumaczenie za pomocą translate.pl też nie daje w wyniku Polska tylko Katar:

i kulturalne i edukacyjne instytucje w Brazylii, Egipt, Chiny, Francja, Irak, Izrael, Japonia, Mali, Meksyk, Maroko, Niderlandy, Katar, Federacja Rosyjska, Arabia Saudyjska, Serbia, Słowacja, Afryka Południowa, Szwecja, Uganda, Zjednoczone Królestwo, i Stany Zjednoczone.

Będąc conajmniej nieufnym wobec google wietrzę manipulację 🙂 ale wy się sami zastanówcie co może być przyczyną tego błędu?

A może MATRIX oszalał? a może GOOGLE przejmuje już matrix?

jestem paranoik

Tak mi wychodzi po wykładach z niedzieli „zawody informacyjne” 🙂

Pani dr zaproponowała wysyłanie codziennych maili dziękczynnych do googla za to co robią, oczywiście nie zdzierżyłem i troszeczkę zaoponowałem 😀 Google nie jest takie święte żeby je aż tak hołubić i słać maile dziękczynne. Podobno sobie pogadamy jeszcze na temat doskonałości google dłużej na jakimś wykładzie poświęconym temu zagadnieniu…. Czuję że będzie się działo :> Ciekawe czy mnie dr przekona do wielkiego G w innej materii niż tej co się już zgadzamy że ich narzędzia są skuteczne.

Trochę wiem o tym co google potrafi i co robi więc będę miał wiele pyyyyytań zwłaszcza co do spraw z (moim zdaniem) niebezpiecznym google  związanych.

Ciekawe czy będę jedynym się udzielającym czy jeszcze ktoś pogada? Fajnie by było jakby się pojawiły jakieś głosy z sali albo raczej trawnika (bo mamy obiecane zajęcia w terenie).

Będzie okazja przetestować dzieciątko w terenie (zwłaszcza jego mikrofonik) bo to może być fajna dysputa, a że będziemy reprezentować różne strony „świętej” 😉 wojny o wielkie G to nie chciałbym utracić żadnego argumentu adwersarza.

Chyba muszę zebrać wszystkie żale do googla w jednej mapie myśli i jakoś usystematyzować idę na bój o wolność słowa i wyznania a ilość pudru nie wyznacza czasem poziomu wiedzy 🙂

w szponach google

Napiszę książkę 😦

zakładam ze będzie to darmowa książka w wersji elektronicznej z możliwością druku na żądanie przez wyspecjalizowaną drukarnię, oczywiście cyknę sobie kilka egzemplarzy ot tak żeby rozdać / wymienić 🙂

Będzie nosić tytuł „W szponach Google”, jej treść będzie opisywać google z perspektywy świadomego użytkownika.

Z grubsza opiszę poszczególne aplikacje, co robią, może też i jak używać, ale głównie chcę zwrócić uwagę na to, co google robi ze światem, co robi z nami.

Przewrotnie nie napiszę że google jest złe 🙂 ale napiszę co może się wydarzyć gdyby zło przeciągnęło google na swoją stronę.

W książce będę głośno, jasno wypowiadał swoje lęki i popierał je niekoniecznie faktami oraz dowodami, raczej hipotetycznymi możliwościami. Niestety chyba każdy myślący zdroworozsądkowo człowiek przyzna mi rację, że nie da się mojego, czarno rysowanego scenariusza wykluczyć.

Dlaczego książka?

Byłem wczoraj na prezentacji google book search. Była to ta kropla która przepełniła czarę lęków i sprowokowała moją decyzję o napisaniu książki. Myślałem początkowo nad listem otwartym, ale to za mało przy pazerności na wszystko googla, owszem może jakiś wycinek społeczeństwa związany z książką by się zastanowił nad moim krzykiem, ale to za mało…

Miały być ze dwa wpisy poświęconej tej prezentacji googla, ale odpuszczę, wszystko sprowadza się do jednego zdania

Google wykończy małe księgarnie internetowe i da do pieca hurtownikom, a wydawnictwa zmusi do posiadania księgarń internetowych.

Taki jest początek przejęcia rynku książki. Wielki G wprowadza książki z wyszukiwaniem pełnotekstowym /z dostarczonego przez wydawcę pdf-a zajmuje mu to 2-3 tygodnie/ a w wyniku wyszukiwania poza treścią książki /20%/ są google addwords oraz trzy linki. Na pierwszym miejscu link do wydawnictwa /według prelegenta do księgarni wydawnictwa/, pozostałe dwa na prezentacji to empik i merlin /nawet jak się pojawią 3 lub 4 firmy to co z setką innych małych księgarni które nie będą promowane w ten sposób?/ kolejne pytanie, na bazie czego przy wyszukiwaniu „grzyb szatan” wyskoczy atlas grzybów wydawnictwa X a nie Y

ale, ale, miałem o tym nie pisać, szkoda czasu ; czas się zająć zdalnym fakultetem 😦 Chyba za mądry sobie wziąłem, ale za 5 pkt ECTS warto pocierpieć 😀

Jeśli jakiś korektor chciałby sie popastwić nad moimi wypocinami, to zapewniam wielką ilość rozrywki umysłowej i browara 😉

Jak ktoś ma jakiś koncept który chciałby zobaczyć w tej książce zapraszam na maila 😀 porozmawiamy, obecnie jest właśnie czas na takie pomysły. Powiedzmy że do końca marca postaram się zamknąć tematykę, do końca wakacji napisać, a pod choinkę rozdać rodzinie kilka egzemplarzy.

Walnę nakład powyżej setki aby się do BN-u dostać na półkę 😀 ROTFL

rączki w dół

Cały dzień siedzenia przy kompie, no powiedzmy że 4 godziny to pół dnia 😉 zmarnowałem aby wbić nasza siatkę zajęć w google kalendarz.

Wygląda pięknie kolorowo i sam będzie przypominać kiedy mam wykłady. Kalendarz googla to przydatne narzędzie i sporo daje możliwości /prywatne – publiczne kalendarze, powiadamianie o zdarzeniach itd. prosty w użyciu, czyli jeden z tych produktów które uzależniają od googla/. Można kopiować/przenosić informacje miedzy kalendarzami, dzielić się i współpracować, dawać publicznie informację że jest się zajętym /nie podając czym/, a wybrańcom pełne info co sie robi, ot taki przydatny terminarz w necie dla zabieganych. Oczywiście dzieki niemu google widzą jak jesteś zapracowany więc mogą polecić ci w krytycznych momentach redbula lub inny reklamowany akurat dopalacz /podobno oficjalnie tego nie robią, ale mogą takie dane z tego pobrać i użyć przeciw tobie/.

Tak naprawdę to wbiłem siatkę zajęć w inym celu, chcę ją zademonstrować dyrekcji, może jak zobaczy ładne kolorowe zachodzace na siebie prostoktoąciki zrozumie że pomimo 17 fakultetów i bloku edu nie mam jak wyrobić punktów ECTS w tym semestrze :(. Liczyłem bardzo na zdalne fakultety ogólno uniwersyteckie ale coś czuję że to będzie lipa, bo niektóre z nich już maja komplet miejsc zajetych albo raptem kilka wolnych a ja ciągle nie mam jak sie na nie rejestrować, bo rejestracja /juz czwarta/ ponoć ruszy 9 lutego o 21. owszem są miejsca na ogunach w stylu „System prawny w ZSSR” ewentualnie mogę pograć w brydżyka jak dopłacę 230 zł tak więc super ciekawe i przydatne bibliotekarzom fakultety zostały :/

Nic to, dobrej myśli wciąż jestem, że uda sie coś załatwić ekstra znów – widać taką mam wadę wrodzoną optymizm 😉


__Z_m_i_a_n_a__ adresu bloga teraz prowadzę go pod adresem:

http://arek.bibliotekarz.com

Zagłosuj w Katalogu Bibilolubów

Głosuj na biblioteką w Katalogu Bibliotek
Głosuj w Katalogu Bibliotek

Miniblog z mojego twittera

Archiwum chronologiczne

Styczeń 2021
Pon W Śr Czw Pt S N
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Foty biblioteczne ;)

RSS Ostatnio dodane książki w Antykwariacie Ekslibris

  • Błąd: kanał prawdopodobnie nie działa. Spróbuj ponownie później.

Wymiana buttonami :)





Czytelnicy :)